piątek, 3 sierpnia 2012

Blah

Sprawdzając coporanną blogówkę, siłą rzeczy zaglądam na własny blog i w końcu zrobiło mi się łyso, że nic nie wrzucam, więc postanowiłam skrobnąć notatkę o niczym. A dokładniej o literackich przebojach, zastoju robotowym i szaro-burym lecie. Czyli tylko pokątnie o Irlandii - wpis o Kilkee dojrzewa.
Przewrotnie zacznę od końca, czyli od lata. A lato tutaj, to wiosno-jesień. Jak już mówiłam Szmaragdowa wyspa ma tylko dwie pory roku :P Mamy przydziałowe 5 dni słońca i tyle. Chociaż latem pachnie - koszoną trawą, morzem, ciepłą nocą... o ile akurat tych zapachów nie przydusi deszcz, jak dzisiaj. W sumie to nawet nie wiem, czy to lato jest gorsze od innych - rdzenni mieszkańcy mówią, że jest, ale mam wrażenie, że to przemawia ich wrodzony optymizm - bo skoro tegoroczne nie jest gorsze, to jak to świadczy o pozostałych? Z tego powodu moje krótkie wypady 'weekendowe' wcale nie są tak fajne jak mogłyby być - ostatnie dwa spędziłam na poddaszu/w przyczepie, zakopana w kołdrach, czytając co podlezie pod łapy. Przerywając jedynie dla histerycznej walki z pajunkami i innymi creeper-crawlerami oraz czułego przemawiania do myszów buszujących za płótnem trzymającym izolację w kupie.
A cóż to tak namiętnie czytam? Kindle pozwolił mi na powrót do czytania w rodzimym języku, bez obciążania finansowego rodzicielki, która dzielnie słała kniżki - oraz bez doprowadzania Dżonu do szału, że gromadzę coraz to nowe tomiszcza, na które nie mamy miejsca. Dlateego moje tempo czytelnicze niesamowicie wzrosło - w wolne dni praktycznie przerabiam po książce dziennie O.o Z powodu tego tempa sięgam również po pozycje, które do tej pory omijałam szerokim, acz bardziej intuicyjnym łukiem. Po raz kolejny przekonałam się również, że intuicja to mądra bestia. Polskie pisarki fantastyczne, w większości fantastyczne wcale nie są i porażają nieumiejętnym tworzeniem bohaterów (czytaj: nieprzekonujący profil psychologiczny), nudną i ślamazarną fabułą, oraz wtórnością pod wieloma względami. I to takie bezsensowne wrzucanie mięcha 'na siłę',żeby pokazać jak to się jest cool, jak panowie. I nieporadna przemoc, doklejona bez ładu, seksualność naiwniaka. Boże, tylko ręce załamywać. Wiem, że nie powinnam się wypowiadać, jako że sama nic nie wydałam,a i z tworzeniem jest problem - ale COME ON. Dlaczego wydawnictwa dopuszczają takie dzieła do druku? Czy naprawdę nie ma kobiet piszących DOBRZE i trzeba drukować to co jest, żeby zachować złudzenie "poprawności genderowej" na rynku? Żal dupę ściska, drogi panie. Dobrze, że zagramaniczne panie potrafią - nie zawsze,ale o wiele częściej, zachować poziom. Dzięki ci boże (celowo małą literką), za Robin Hobb chociażby, albo panią Le Guin.
Na zakończenie miało być o pracy, więc dwa słowa powiem. Po odejściu Katie, zrobiła się dziura pracownicza, którą niestety przez parę weekendów boleśnie odczuwaliśmy - w piątki i soboty bardzo, ale to bardzo potrzebna jest każda para rąk.Dostaliśmy po jakimś czasie 3 pary. Z czego jedyna użyteczna, już złożyła wymówienie, bo mówi, że u nas pracować się nie da (kobita z 10cio letnim doświadczeniem, również jako manager)... zostały dwie święte krowy. Irlandka Caoimhe ( wym. Kiva), która jest 100% Irlandką,czyli mistrzynią w nie pracowaniu, do tego - przykro przyznać - typową blondynką z dowcipów...A ja w swoich wielu przywarach, głupoty nie trawię i nie potrafię polubić dziewczyny z tego powodu, mimo że jest bardzo sympatyczna. Nie mogę i już. Nigdy tak bardzo nie musiałam pilnować swojego sarkazmu - bo to jak kopanie kociaka. Anyhow, drugim bożyszczem jest 17sto letni Gabriel, zwany przeze mnie Speedy Gonzalesem, który jest u nas dlatego, że oblał egzamin z angielskiego i musi zrobić work experience - a do tego jest synem kumpla szefa. Boże, ten chłopak jest... nie wiem jak go opisać. Jest jak Dom,Który Czyni Szalonym. Porusza się jak żółw na wyścigach, pomocny jest jak ślepa mysz, a do tego ma na wszystko wywalone, bo przecież i tak nikt nic mu nie zrobi... W ostatni weekend doprowadził mnie do stanu w którym poważnie rozważałam walnięcie ściery w kąt i wyjście w cholerę. Nie wiem jak przetrwam dzisiejszy wieczór z Gabim plączącym mi się między nogami - nie dość, że toto nie pomaga,to jeszcze mnoży ilość pracy :/ Jak żyć, panie, jak żyć...

3 komentarze:

Moniach pisze...

Przytulam z okazji frustracji pracowej, chociaż przyznam, że parsknęłm śmiechem na wymowę tego imienia ;) Wiedziałam że ajriszowy jest dziwaczny, ale żeby aż tak? i cieszę się że się cieszysz z Kindla. Ja czytam Metro 2033 aktualnie :)

Edzik pisze...

oooooo, Metro było pierwszą kniżką, która mnie przeraziła i wbiła w fotel - aczkolwiek 2034, bo tylko takie było na lotnisku jak utknęłam w śnieżycy. Potem zabrałam sie za 2033 i już takie fajne nie było...
Tęsknię za Tobą, zołzo :( I za Jakubu!

adeenah pisze...

W takich sytuacjach trzeba połknąć "Małą książeczkę spokoju"!

Prześlij komentarz

 
Copyright (c) 2010 W pogoni za rozumem. Design by WPThemes Expert
Themes By Buy My Themes And Cheap Conveyancing.